Powiem Wam szczerze – remont w 8 miesiącu ciąży to nie był najlepszy pomysł:) Tyle jeszcze rzeczy do skończenia, a czas nas nagli, bo we wrześniu na świat przychodzi nasza druga córeczka. Już na samym początku schody zostały zdemontowane, więc nie mogliśmy normalnie funkcjonować. Wyprowadziłam się do mamy. Podróż 500 km z Poznania w 8 miesiącu ciąży z 4 letnią córeczką i na dodatek remont z daleka. Oj ile ja zawałów przeżyłam:) Mój mąż, choć cudowny, bo zajął się remontem, to jednak zdjęć robić nie umie. I jak tylko mi wysyłał jakiekolwiek postępy to serce mnie bolało, że ja daleko i że to nie tak miało wyglądać.
Mój największy zawał, jaki przeszłam dotyczył kuchni. Niby tylko zwykła wymiana blatu i tylko wymiana lodówki. Najmniejsze zmiany z całego mieszkania, poza łazienką. A tu mąż wysyła do mnie takie zdjęcie:

Powiem Wam, że zaniemówiłam i pamiętam tylko, że zadzwoniłam i błagałam, aby tylko stolarz znalazł czas i zeszlifował cały blat. Na szczęście się udało:) I na obecnym etapie jesteśmy w fazie testowania olejów do blatu i w fazie testu ługowania blatu. Napisze o tym oddzielny post, bo to bardzo ciekawy temat. Drewno różnie może się zachować. W każdym razie wszystkie blaty od stołów i w kuchni zostały zeszlifowane, tak abyśmy sami mogli dopasować kolor do naszej nowej podłogi. I kamień spadł mi z serca:) Ale powiem Wam, że jak zobaczyłam te żółte blaty to sie przeraziłam i nie musze mówić, że byłam przerażona:) Jako, że byłam u rodziców, to tata mnie pocieszał, a potem przyjechała mama i poklęła z nami:) I tak na drugi dzień zeszlifowany blat ucieszył mnie ogromnie!. Zobaczcie, jest różnica, prawda?:)
